NXT 2015 Odc 1: Wiosna? Zapomnij!

Wyjazd na północ kołatał mi się w głowie już od jakiegoś czasu. Miał być głównie zarobkowy jako, że mój podróżniczy budżet obecnie przypomina gospodarkę Burundi, a perspektywy na najbliższe miesiące powodowały, że mógłbym tylko zmienić państwo w powyższym porównaniu na Zambię. Chciałem też pozwiedzać, bo podczas mojej ostatniej wizyty w Skandynawi widziałem głównie promy, deszcz i Szwedki śpiewające karaoke (tu notka z tej wyprawy: [click]). Tym razem miało być inaczej. Tuż przed planowanym wyjazdem udało się na sam zebrać trochę funduszy, więc zapadła decyzja: jadę motocyklem. Zadanie jednak było ciężkie, bo:DCIM100GOPRO

Po pierwsze primo:

ze względu na brak kasy nie mogłem za bardzo doinwestować maszyny,

A po drugie primo(tak, wiem):

ze względu na czas nie miałem do końca kiedy zrobić wszystkich rzeczy, które chciałem zrobić.

Jednak z pomocą mojej dziewczyny i mojej rodziny udało się zakończyć niezbędne rzeczy i projekt NXT czyli North Xpress Tour 2015 nabrał „ciała”.

I ruszyłem. Ciężki to był start. Szczególnie psychicznie.

Dostałem profesjonalną motocyklową eskortę, w postaci Darka odtransportowującego mnie do granicy. A już w Berilnie czekał mnie pierwszy host. Chris przyjął mnie bardzo ciepło i po zrzuceniu 300 ton bagaży, które zabrałem ze sobą („masz multum miejsca, weź jeszcze to”-Sylwia) udaliśmy się do centrum, żeby spotkać jego znajomych. Okazało się, że w zielone świątki w Berlinie odbywa się połączenie Weinachtsmarktu i Woodstocku. Krótko mówiąć możesz się urżnać jak świnia, zjeść wursta i słuchać koncertu niemieckiego odpowiednika Boba Marleya, a przed powrotem do domu kupić rzeźbionego drewnianego krasnala. Kocham takie miejsca. Do tego ceny wieją przyjemnie Polską, a piwo jest niezłej jakości. Połaziliśmy po jarmarku mijając różnych cudaków (m.in azjata przebrany za ośmiornicę) i po zgarnięciu znajomych stwierdziliśmy, że czas udać się do domu, by kontynuować Weinachtsmark bez śpiewających na całe gardło Niemców. Niestety metro przeładowane (więcej azjatów przebranych za owoce morza), więc skorzystaliśmy z nowości tj. drive now.20150527-048

W skrócie wygląda to jak nasze rowery miejskie tylko, że chodzi o samochody. Za pomocą apki można znaleźć najbliższy porzucony, bezpański pojazd, przyłożyć kartę i drzwi się otwierają: możesz jechać do domu! Koszt to ok 30 centów /min, więc mniej niż taksówka.

Po drodze odwiedziliśmy odpowiednik naszego sklepu osiedlowego gdzie zbierałem szczękę z podłogi. Polskie piwo? Nie ma problemu: Tyskie, Żywiec, Perła, co tylko chcesz. Ale też rewelacyjne piwa niemieckie za rozsądne 1,20 euro. Nabraliśmy po parę różnego rodzaju i świńskim truchtem ruszyliśmy do domu.

Ok 3:00 nasz niepijący host rzuca:
– Ej, a widziałeś bramę Brandenburską?
– Widziałem- odpowiadam.
– A widziałeś o 3 w nocy?

Nie widziałem. I pomimo, że staram się przestrzegać zasady: „nic dobrego nie dzieje się po 2:00 w nocy”, postanowiłem zrobić wyjątek. Pojechaliśmy zwiedzać Berilin nocą. Było warto.

20150527-049

Następnego dnia ruszyłem cudownie perfekcyjną i perfekcyjnie nudną niemiecką autostradą do Flensburga, gdzie czekał już na mnie mój następny host: Maddo. Maddo od 8 lat alternatywnie mieszka. W skrócie oznacza to, że mieszka na łodziach lub w przyczepach kempingowych ewentualnie w camperach na campingach. Stwierdził, że za 160 euro miesięcznie ma do dyspozycji basen, kuchnię, wielką łazienkę, saunę i co tydzień nowych sąsiadów. Spędziliśmy niesamowity wieczór wymieniając historie z różnych podróży. Maddo rusza w podróż w której można do Niego dołączyć , tu macie link do jego profilu na FB: [link]

20150527-003

Kolejna była Kopenhaga, gdzie ugościli mnie Julka i Janek. Po codziennym rytuale zrzucania bagaży z moto, przebrałem się i wsiedliśmy z Jankiem na rowery, żeby przejechać się po Kopehadze. Dotarliśmy do pachnącej marihuaniną Christiani (tu info: [click] ), gdzie można wszystko kupić, ale nie można robić zdjęć, odwiedziliśmy centrum miasta i przemkneliśmy przez rowerowe autostrady. Na koniec dnia, do zrobionych na motocyklu 350 km mogłem dopisać 20 km na rowerze i ze spokojem zjeść trochę tłustej szynki konserwowej.

20150527-005

Następny był na liście Goteborg, w przeciwieństwie do poprzednich miast nigdy tam nie byłem i nie wiedziałem czego się spodziewać. I zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony. Jeśli jesteście w Goteborgu i macie skojarzenia z miastami Holenderskimi to dobre macie skojarzenia. Hanza działała w tym mieście bardzo sprawnie i wygląda ono bardzo klimatycznie. Postanowiłem tutaj zrobić jednodniową przerwę i rzuciłem się na miasto pieszo. Po zrobieniu dobrych 15 km uznałem Goteborg za warty ponownego odwiedzenia. Jedynie ceny są odstraszające. Hamburger w knajpie? 90 zł! Bez frytków nawet! Skandal i naruszanie praw dziecka! Ale za to zakupy w Lidlu na obiad nie przekroczył 40 zł, więc da się i po taniości.

 

20150527-013
Następnego dnia rano ze smutną miną obserwowałem burzę za oknem. Nic to, trzeba jechać, bo host wynajął mieszkanie na Airbnb od popołudnia. Postanowiłem sprawdzić dokładną pogodę dla każdego fragmentu trasy, którą zaplanowałem i z ulgą zauważyłem, że koło 20:00 w miejscowości Seljord ma przestać padać… na 30 minut.
„Akurat, żeby namiot rozłożyć” – pomyślałem wpychając worki na śmieci do butów i ruszyłem na podbój Norwegii.