EXT 2011 Odc 25: Austria czyli ordnung must sein!

IMG_9832

Austriacy pewnie by się obrazili, ale idealnym określeniem na ich stolice jest niemieckie przysłowie: Ordnung must sein! Przy czym tym razem jest to komplement. Czysto i nawet szaro-bura pogoda zakrapiana grubo deszczem, nie zmyła swoistej przyjemności zwiedzania tego miasta. Dzięki przewodnikom, plan wycieczki był szczegółowo zaplanowany: plac i katedra św. Szczepana, ratusz, parlament, pomnik Mozarta- dla niektórych pewnie brzmi to nudno i poważnie, jednak we Wiedniu można odczuć jedynie nutkę dostojności towarzyszącą każdemu miejscu. Jedynie wielki zawód dostarczyło nam Muzeum Leopoldów, które było zamknięte ze względu na uroczystości 10-lecia obchodzone dnia następnego. Najbardziej zawiedziona była Monia, która bardzo liczyła na obejrzenie zbiorów pana Schiele i Klimta.

Wielkim zaskoczeniem był dla nas słabo działający we Wiedniu CS, co zmusiło nas do znalezienia noclegu poza miastem. Dodatkowo kolejna turystyczna informacja: po godzinie 19:30, cudem jest znalezienie otwartego sklepu. My tego cudu nie uświadczyliśmy.

Wyrównanie trudów nocy, spędzonej przy ulicy w busie, przerywanej przez wizytę policjantów, którzy nie wiadomo dlaczego wzięli nas za muzyków, miało być wesołe miasteczko- Prater. Spędziliśmy tam parę godzin i przyznam, że był to naprawdę dobry pomysł. Odpuściliśmy sobie jeden z symboli Wiednia – Diabelski Młyn, działający od 1897r., bo w naszych oczach stanowił on atrakcje dla ludzi właśnie z tego rocznika ( I tutaj powinien paść komentarz na temat wieku starszyzny wyjazdowej). Jednak oni, z odrobiną szaleństwa w oczach, rzucili się na największą karuzelę łańcuchową świata. Panorama Wiednia z wysokości 117m naprawdę robi wrażenie. Chociaż muzyka ze Star Wars przy starcie i machający z dołu Wróbel, spowodowały nieposkromione uczucie jakby chciał nas on wysłać do Jabby. Chociaż wiemy dobrze, że nigdy by tego nie zrobił :).

IMG_9972

 

Kolejny wybór padł na Bumerang- który porzucał nami do góry nogami. Jednak to było nic, w porównaniu z Tajfunem, na którym odważyli się pójść Monia z Wróblem. Nie straszne im przeciążenie sięgające 3G, ani kręcenie, które dla nas- widowni wyglądało jak wir spowodowany spuszczaną wodą w kranie.
Mimo deklarowanych 250 atrakcji w Praterze, po tych trzech nie bardzo było w czym wybierać. Nie pozostało nam nic innego jak obiecać sobie wycieczkę do jakiegoś większego wesołego miasteczka w Europie i udanie się do ojczyzny knedlików.